poniedziałek, 18 września 2017

61 rajd urodzinowy ŁKTK - czyli kaniobranie

W piątkowe popołudnie razem z Agnieszką, Izą i Radkiem ruszamy spod wielkiego napisu nazwy popularnego centrum handlowego w Łodzi. Udajemy się trasą w kierunku zachodnim. Przejeżdżamy przez miejscowości Babice, Babiczki, Kazimierz, Puczniew, Mianów, Kałów i Góra Bałdrzychowska - gdzie robimy sobie mały postój podziwiając przepiękny zachód słońca nad zbiornikiem retencyjnym na jednej z odnóg rzeki Ner.  Przy włączonym oświetleniu wjeżdżamy w lasy księżomłyńskie. Po kilu kolejnych  kilometrach wśród klimatycznych lasów docieramy do cichej wioski Księże Młyny nad Wartą.






 Od kilu lat Łódzki Klub Turystów Kolarzy PTTK organizuje tutaj swoje rajdy urodzinowe - osobiście byłem tutaj już po raz piąty lub szósty - jak dobrze pamiętam. Znajduje się tutaj ośrodek wypoczynkowy - Leśne Domki. Są to drewniane altany pamiętające dobre czasy socjalizmu w naszym kraju. Niestety czas zrobił swoje. Na szczęście znalazła się osoba, która wzięła ośrodek pod swoją opiekę i przywraca je do użytku. Za każdym razem jest coraz lepiej - obecnie wszystkie domki mają własne zaplecze sanitarne, są wyposażone w kuchenki gazowe. Jedyny mankament to brak ogrzewania - przydałoby się szczególnie w takie zimniejsze dni na jakie trafiliśmy tym razem.


W domku udało nam się być razem z Izą i Radkiem, z którymi ruszyliśmy z Łodzi. Są to zaprawieni w boju cykloturyści - ostatnia ich podróż miała miejsce do jednego z najbardziej wysuniętych na północ krajów Europy - Islandii - krainy lodu i gorących źródeł termalnych. Tak więc piątkowy wieczór spędziliśmy na wspólnych wspomnieniach z naszych wypraw rowerowych oraz sztuczkach karcianych jakie pokazywał nam Radek.
fot. Izabela D.

W sobotni ranek wraz z grupą ruszyliśmy w kierunku tamy na zbiorniku Jeziorsko, który jest utworzony w nurcie rzeki Warta. Po przejechaniu przez zaporę znajdujemy się już w województwie wielkopolskim. Tegorocznym hasłem PTTK jest woda i rzeka Wisła. W związku z tym, że do Wisły za daleko - Warta była idealną rzeką aby wpleść ją w to hasło. Prowadzącym grupę był sam prezes klubu - Michał Sztańc. Pod jego egidą zaraz po zjeździe z tamy ruszyliśmy wzdłuż wału przeciwpowodziowego prowadzącego wzdłuż rzeki w kierunku północnym.







Po kilku kilometrach wśród przepięknej okalającej nas przyrody mijamy rosnące przy drodze kanie. Mijamy je pędząc razem z grupą. Następnie po kilku metrach ten sam widok. Nie wytrzymujemy - grupa jedzie dalej my z Agnieszką zostajemy i zbieramy dary natury - nie wiedząc co jeszcze z nimi zrobimy. Nie minęło dziesięć kilometrów kiedy nasza jedna z sakw była pełna przepięknych białych kapeluszy nakrapianych brązowymi plamkami od środka eliptycznego kształtu grzyba. 




Tutaj dla Was przypomnienie, że kanię można pomylić z bardzo trującym grzybem muchomorem sromotnikowym. Po pierwsze NIGDY i pod żadnym pozorem nie zbieramy małych, nierozwiniętych kań, bo od muchomora sromotnikowego potrafi je odróżnić tylko wytrawny grzybiarz i to nie zawsze. U dorosłych osobników różnice są widoczne gołym okiem dla każdego. Powierzchnia kapelusza u czubajek jest pokryta przyrośniętymi, odstającymi i wełnistymi łuseczkami. U muchomora sromotnikowego skórka na kapeluszu jest niemal gładka, z wrośniętymi ciemniejszymi włókienkami. Pierścień pod kapeluszem kani jest wełniasty i można go przesuwać po trzonie, pierścień muchomora jest strzępiasty i nie da się go przesunąć. Podstawa trzonu kani jest bulwiasta i zgrubiała, ale nie ma pochewki, a podstawa trzonu muchomora ma pochewkę.

Docieramy do Uniejowa, gdzie ponownie spotykamy łódzką grupę turystów kolarzy. Razem przejeżdżamy bez zatrzymywania się przez Uniejów aby dalej kontynuować podróż wzdłuż rzeki Warty. Ostatnio w Ameryce szalała Irma - i nas także było dość wietrznie rezultatem tego było powalone w poprzek drogi drzewo, które było dla niektórych dość uciążliwą przeszkodą - rowery trzeba było przenieść. Kolejnym ciekawym obiektem tarasującym drogę okazała się krowa, która sobie smacznie leżała na drodze. W związku z tym, że jechaliśmy wałem przeciwpowodziowym nie było możliwości jej ominąć - jednak okazało się, że krowa to inteligentne zwierze i widząc większą watahę dziwnych osobników na pojazdach z rogami grzecznie usunęła się nam z drogi.




Na mapie mostu nie było, jednak udaje nam się przeprawić na drugą stronę Warty korzystając z wdzięcznością z usług promu rzecznego. Była to dla nas atrakcja. Po drugiej stronie Warty zawracamy w stronę Uniejowa jadąc wzdłuż wału. Okalająca nas przyroda zachwyca. Okazuje się, że jednak mamy miejsce na jeszcze jednego grzyba, Radek nie daje za wygraną i zrywa piękną kanię pod którą chowa się niczym pod parasolem. Pomimo, że jeszcze świeci słońce już niedługo parasolka się przyda.






Po dojechaniu do Uniejowa udajemy się na zakupy do sklepu, który ma w logo pięknego czerwonego owada z czarnymi kropkami. Następnie podjeżdżamy pod Zamek Arcybiskupów Gnieźnieńskich zbudowany w latach 1360 - 1365 na miejscu dawnej drewnianej fortyfikacji zniszczonej przez Krzyżaków. Tutaj nabywam jeden z trzech znaczków turystycznych.


Następnie udajemy się pod tężnię wód termalnych z których słynie Uniejów. Tutaj dochodzi do sprzeczki małżeńskiej pomiędzy żoną a mężem, która by skończyła się niewątpliwie utopieniem ... Na szczęście były to tylko żarty Izy i Radka a ja z chęcią fotografowałem to wydarzenie. W końcu bliżej nam do jesieni niż wiosny i na topienie Marzanny jeszcze nie pora. ;)



są też tacy co przesadzają ze słodyczami ... i ławki się załamują pod nimi ;)

Kolejne dwa znaczki turystyczne zdobywam w Kasztelu Rycerskim, gdzie można skorzystać z prawdziwego średniowiecznego SPA z dębowymi baliami. Czas podczas kąpieli w łaźniach można spędzać w romantycznej atmosferze przy świetle świec w sekretnej bali rozkoszując się sprowadzanym do Kasztelu macedońskim winem. W ofercie są także kąpiele różane, piwne lub w czekoladzie. Są to kąpiele na nowo odkrywane, choć znane od czasów średniowiecza, kiedy zażywały ich piękne księżniczki.


Na nas czeka jednak kąpiel wśród kropel deszczu jakie napotykamy na swojej drodze powrotnej do bazy w Księży Młynach. Pomimo tej niesprzyjającej aury nasze humory są wyśmienite - dobrze wiemy co wieziemy w sakwie! Po drodze mijamy całe pola kani!

Udaję się do sklepu w celu zakupu odpowiednich artykułów spożywczych do przyrządzenia wyśmienitej potrawy z grzybów. W sklepie dowiaduję się od ekspedientki, że owe kanie to klęska urodzaju - tutaj już nikt tego nie zbiera, wszyscy mają powyżej dziurek w nosie tych pyszności. Nam chyba to by się nie przejadło jednak. Każdy dostaje swoje do zrobienia Agnieszka z Radkiem obierają i czyszczą kanie, Iza z chęcią je smaży na patelni - w końcu to najcieplejsza strefa w domku ;) No a ja? Ja testuję grzyby czy przypadkiem nie są trujące - nie były - za to przepyszne!


fot. Izabela D.
Wieczorem miało odbyć się coroczne urodzinowe ognisko - niestety padający deszcz zniweczył plany. W związku z tym wszyscy zebraliśmy się w największej altanie - zwanej świetlicą na świętowanie sześćdziesiątej pierwszej rocznicy powołania Łódzkiego Klubu Turystów Kolarzy PTTK im. Henryka Gintera. Uroczystość rozpoczęła się od podsumowania minionego roku działalności klubowej, wręczenia nagród i uroczystego toastu wzniesionego przy lampce szampana - następnie odśpiewano gromkie sto lat ... a do setki coraz bliżej.


Wraz z Szymonem i Mariuszem rozstawiliśmy odpowiedni sprzęt grający i z głośników popłynęły rytmy, które rozruszały nasze ciała. Zamigotały dyskotekowe kule i impreza zaczęła się kręcić a my z nią. Do późnych godzin nocnych w cichej wiosce rozbrzmiewały hulanki członków i sympatyków ŁKTK ...

W związku z tym, że wyżej wymieniony dancing był prowadzony przez DJ CYKLOTURYSTĘ to potrwał prawie do rana. Obudziłem się dopiero koło godziny dziewiątej w niedzielę - na szczęście kaca nie odnotowano ani moralnego ani poalkoholowego. Po pysznym śniadaniu ruszyliśmy przed południem w drogę powrotną do Łodzi. Niebo było zakryte chmurami - na szczęście już bez opadów. W takiej aurze razem z naszymi współlokatorami dotarliśmy prawie do Łodzi, po drodze Radek z Izą uzbierali reklamówkę ... kani! Po przekroczeniu tablicy z nazwą ŁÓDŹ - zaczęło padać.







Skończyły się WAKACJE - dzisiaj poniedziałek - rozpoczął się ostatni tydzień lata. Sezon rowerowy nie zamknięty jeszcze bo jak to mawiają cykloturyści - nie ma złej pogody na rower - trzeba się tylko odpowiednio ubrać. 

P.S. 1

Po skończonej całonocnej imprezie dowiedziałem się w końcu dokąd tupta nocą jeż. Jeż tupta w stronę imprezy a że wyszedł z nory za późno to nie zdążył ;)

P.S. 2

Dziękuję Wszystkim za wspólnie spędzony rajd, za przemiłe towarzystwo! Mam nadzieję, że do zobaczenia za rok w tym lub większym składzie!

#CYKLOTURYSTA

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz